Wyniki 3 kolejki Sclavińskiej Ekstraklasy

Wyniki 3 kolejki Sclavińskiej Ekstraklasy:

FK Freedom New Eldorat – Prokocim Jastrzebiec 1 – 2 (0 – 1)
Pogon Jastrzebiec – SKS Palestin II 0 – 3 (0 – 1)
Kolmar Nowy Eldorat – Sclavinia Royal 1 – 0 (0 – 0)

Tabela po trzech kolejkach:

1. Kolmar Nowy Eldorat (punkty: 9)
2. SKS Palestin II (6)
3. Prokocim Jastrzebiec (4)
4. Sclavinia Royal (3)
5. FK Freedom New Eldorat (3)
6. Sclavinian Crows (1)
7. Pogoń Jastrzębiec (0)

Zapowiedź 4 kolejki:

Sclavinian Crows – Kolmar Nowy Eldorat
Sclavinia Royal – FK Freedom New Eldorat
Prokocim Jastrzebiec – SKS Palestin II

SAI

Published in: on Czerwiec 27, 2011 at 10:06  Dodaj komentarz  

Turysta

Zapraszamy do przeczytania kolejnej sztuki znanego, sclavińskiego dramatopisarza, Pana Badoins. Jak zawsze można sie spodziewać ostrego komentarza wobec działań pewnych osób w pewnym państwie.

Miasteczko w Trizondalu,idzie Turysta.Zwiedza dżwigając plecak

Turysta:
“Ah,jakim tym pięknym krajem jest Trizondal
Trochę tego piękna,w moich kątach żądam!
Bo pierwszy raz widzę Trizondalskie widoki
Nawet lepsze niż w cnym sercu Erboki.”

Idzie Marcel,jest celnikiem.

Marcel:
“A kogóż to moje sokole oczy widzą
Czy to kolejni turyści z naszych progów szydzą
A sprawdzę tego nygusa,a nuż się coś okaże
I go na więzienie,w ciemnych lochach skażę..!”

Podchodzi do turysty:

Marcel:
“Paszport szybko wnet poproszę!
Bo cię ledwo już dość znoszę!”

Turysta pokazuje paszport:

Marcel:
“Acha,Sclavińczyk!Przyszedł na przeszpiegi!
Nie mogły lepszego wysłać tu lebiegi
Niby dobry kamuflaż,aparat i kamery
Ale nie na mnie takie tanie numery..”

Turysta:
“Ja tu tylko na wakacje przyjechałem
Na które tak długo,z podnieceniem czekałem
To tylko mój plecak,tylko potrzebne rzeczy
Żadnych gadżetów!Czego pan tak beczy!”

Marcel:
“Skoroś taki niewinny to plecak swój pokazuj!
Czy ty niewinny czy szpieg – to się wnet okaże!”

Marcel wyrywa plecak i wysypuje rzeczy z plecaka – wypadają konserwy,filtr do opalania,okulary a także aparat.

Turysta:
“Widzisz pan,to tylko turystyczne rzeczy
A pan jak dziecko,bez potrzeby beczy
Proszę wnet mi to wszystko wnet pozbierać
I więcej podejrzeć na mnie nie podziewać!”

Marcel wygrzebuje aparat z tej sterty

Marcel:
“Ten aparat to do zdjęć robienia
Trizondalskich danych,wodzów i umocnienia!
Pójdziesz ze mną do paki szpiegu ty parszywy
Lepszych Sclavinia nie ma!?Ależ oni leniwi!”

Marcel ciągnie za koszulę turystę i go zabiera

Autor:
“I kolejna to komedia o Hansie Marcelu
Który pośmiewisko,robi sobie wśród wielu
Bo taka to prawda,treściwa i krótka
Iż ten paranoik robi z siebie głupka..”

Published in: on Maj 10, 2011 at 20:27  Komentarze (1)  

“Pokój”

Komnaty Pałacu Króla Marcina I.Król przechadza się po komnacie bardzo zamyślony.Obok niego siedzi jego doradca Marcel.

Marcin:
“Widzę Marcelu,żeś jest dziś bez wiary
Której przepełnioną byłeś zawsze nie miary
Powiedz mi proszę co cię tak zamyśla
A może i ja z tobą coś wymyślę.”

Marcel:
“Panie Mój,Sclavinia mnie przejmuje
Że pokojem a nie wojną bardziej się zajmuje
Że działo na gołębia pokoju chcą przemienić
A pola bitwy,w piękne łąki chcą zmienić.”

Marcin:
“Służący podejdź tu!Nalej nam wina dzbanek
I idź do holu,oświetl wnet kaganek
By każdy,kto tu wchodzi dla swojej wygody
Za śmiertelną przeszkodę,nie posiadał schodów.

Służący nalewa wina i wychodzi

Wchodzi Strażnik

Strażnik
“Panie poselstwo ze Sclavinii przybyło
Mówią,że krwi już w tej wojnie ubyło
Chcą pokoju,porozumienia,jakieś umowy
Chcą z królem poważnej o wojnie rozmowy.”

Marcin:
“Wprowadźcie go,niech mnie nie zachęca
Bo i tak w mojej odmowy skończy odmęcie
Niechaj za nim wejdzie raczy zapamiętać
Że za wszelkie zniewagi szybko popamięta.”

Wchodzi Posłaniec

Posłaniec:
“Ja z ofertą pokoju,pędem wręcz przybyłem
Aż mi duże brzuszysko z brzucha wnet ubyło
Niech się król raczy dobrze zastanowić
Zanim swoją wolę,Sclavinii postanowi.”

Marcel:
“Błagacie o litość,na wojnie się nie znacie
To pewnie dlatego o litość błagacie
Mości królu nie traćmy dla niego czasu
Idźmy do orkiestry,wysłuchiwać basu.”

Król się zastanawia,tymczasem wchodzi Sokołowicz

Sokołowicz:
“Niechaj król nie słucha tego pustego chłystka
Którego w radach nienawiść do Sclavinii tryska
Przecież rządzimy tu dla dobra Trizondalu
A nie rozpamiętywania jakichkolwiek żalów
Które Sclavinia i my sobie uczyniliśmy
Żyjmy wnet razem i z sumieniem czystym
Oby ten okres był uczciwy spokojny.
Nigdy więcej zabijania!Nigdy więcej wojny!”

Król:
“Widzę Sokołowiczu odwaga ci ujmuje
Pokoju z nimi chcesz,źle zbyt rozumujesz
Wygramy te wojnę wnet nim się opamiętasz
A Potocki i de Lima szybko popamięta
Że cena oporu jest wielka,nie ma takiej kary
Która dla nich za wielkiej nie miałaby miary”

Sokołowicz:
“Mną przewodzi rozsądek niż odwaga
Chociaż dla króla mizerna to waga
Trzeba myśleć wnet dyplomatycznie
A nie jak król aż nazbyt komicznie.’

Marcel:
“Król swego zdania już tutaj nie zmieni
Wyjdzie z tej komnaty sieni
A ty Sclavińczyku już się nie pokazuj
Bo cię wnet na karę śmierci ukarzę.”

Posłaniec wychodzi

Sokołowicz:
“Niech Pan pamięta Panie Marcelu
Że rozsądnych ludzi jest aż nazbyt wielu
Że widzą iż ta wojna do niczego nie prowadzi
Tylko psuje,przeszkadza,niszczy i wadzi.”

Sokołowicz wychodzi.

Marcel i Marcin śmieją się w niebogłosy,pijąc wino wychodzą

Wchodzi Służący,sprząta

Służący:
“Koniec to kolejnego nużącego dzieła
A żeby tego króla jakaś kara wzięła!
Bo jeśli fanatyzm w czyjeś głowie bawi
To nawet rozsądek jej zbytnio nie zbawi
A morał tego taki,morał przejmujący
Że od niego na króla,lepszy już służący”

KONIEC

Published in: on Maj 5, 2011 at 11:26  Dodaj komentarz  

“Flaga Sclavinii powiewa na wietrze”

Oto mój utwór na cześć uczczenia Święta Odrodzenia Sclavinii:
Wiem iż nie jest wielkich lotów,ale chcę i poezji spróbować :)

Flaga Sclavinii powiewa na wietrze
Wolna i niepodległa
Mina wszystkim naszym wrogom
Ze złości poprostu zrzedła

Flaga Sclavinii powiewa na wietrze
Od Jastrzębca po Nowy Eldorat
Naszej ojczyzny i naszej siły
Zazdrości nam Mandragorat

Flaga Sclavinii powiewa na wietrze
Niczym ptak swawolny
Duży,potężny,silny
A przede wszystkim wolny

Flaga Sclavinii powiewa na wietrze
Dumna i okazała
Już nie raz na arenie historii
Swą potęgę ukazała

(-) Paul Pierre Badoins

Published in: on Maj 4, 2011 at 22:50  Dodaj komentarz  

“Proces”

Zamieszczamy najnowszą sztukę Pana Paula Pierre’a Badoins. Opowiada ona historię pewnego, podmiejskiego sądu i procesu jaki się w nim toczy.

Jeden z podmiejskich urzędów.W sali jako sędzia siedzi Marcel Hans,wokół niego przysięgli,oskarżony oraz prokurator.

Marcel (wstaje):
“Witam wszystkich tutaj zgromadzonych
By ocenić dziś ten czyn szalony
Którego dopuścił się ten oto człowiek
Oby sen nigdy nie zmrużył mu powiek!”

Przysięgli (jako chór):
“Cóż ten człowiek uczynił takiego?
Że sędzia aż tak mu życzy złego
Jakież to przestępstwo,jakiej jest ono wagi?
Sędzia na pewno nie popuści mu tej zniewagi!”

Prokurator:
“Drodzy szlachetni tutaj zgromadzeni
Siedzimy dziś w tej sali sieni
By sądzić oto tego podłego człowieka
Który tylko siedzi,który tylko czeka
By zrobić coś złego i niegodziwego
By zranić najchętniej człowieka drugiego!”

Marcel:
“Czy przyznajesz się człowieku niegodziwy
Że ten osąd prokuratora,jest szczery prawdziwy
Czy płonną myślą,swoją oczywiście
Żyjesz niewinnością i sumieniem czystym?”

Oskarżony (wstaje):
“Jam panie niewinny,ja tylko rolnik
Niepodległy,w osądach i w swej pracy wolny
Bom ja niższego stanu,to mnie oskarżyli
I do więzienia,szybko wnet wsadzili
A moja żona,dziatki,chcę już iść do domu
Po tym incydencie nie wierzę już władzy,nikomu!”

Marcel:
“On myśli,że jest niewinny cny prokuratorze
Że na niego wina,w ogóle nie gorze
Wyjaśnij my proszę,o co jest oskarżony
By jego duch niewinności,był wnet ugładzony”

Prokurator:
“Oskarżony żeś,jest o profanację godła narodowego
Żeś powinien wnet trafić,do lochu ciemnego
Oby Bóg ci dał w niebie ukojenie
Bo po wyroku,na ziemi zobaczysz tylko cienie..”

Marcel:
“Dajcie mi tu świadka,szybko,wnet,żwawo
Nie po to wiele lat studiowałem prawo
By na chłopa,czasu tracić tyle
Zamiast w domu z rodziną,przyjemne spędzić chwile..”

Wchodzi Świadek:

Marcel:
“Tyś ponoć wyznał,żeś ty wiele widział
Powiedz mi jakiej prawdy,w naszych słowach wydział
Czy on winny czy nie,powiedz prawdę tutaj
Bo karę otrzymasz,w madejowych butach”

Świadek:
“To nie on sprofanował chorągiew
On jest zbyt poczciwy
Że widać go tu miłego
Obraz jest prawdziwy
Nie on nie on flagę sprofanował
To inny urzędnik,nią po pijaku wichrował
Myślę iż to jest dowód niewinności
I człowiek wróci do domu w całości.”

Świadek wychodzi

Marcel:
“Rolniku masz rację,mój błąd opatrzony
Moją mocą prawa,żeś uniewinniony
Idź do domu z dziatkami zjeść pieczoną świnię
A ja wrócę do domu,delektując się winem.”

Oskarżony:
“Dziękuję ci sędzio,nie świnia,lepszy chińczyk
Bo ja zwykły,prosty,wiejski żem Sclavińczyk”

Marcel (zdenerwowany):
“Tyś jest Sclavińczyk,ze zwyczajnej kiepy?
Jak ja dotychczas mogłem być tak ślepy
Do lochu z nim,niechaj posmakuje bata
A ja poślę szybko po dobrego kata!”

Dwaj strażnicy zabierają oskarżonego,wchodzi Paul

“I taki to morał,ten dziwnej historii
O Marcelu,Sclavińczyku i tej dziwnej glorii
Która dumą napawa Oskarżonego
Że mógł zmylić Marcela – sędziego głupiego
Bo jeśli Sędzia to burak i bufon nadęty
Nie przemówią do niego żadne argumenty..”

KONIEC

Published in: on Maj 4, 2011 at 21:03  Dodaj komentarz  

Wiersze – część pierwsza

Zamieszczamy słynne wiersze autorstwa Konstantyna Geralta Stratosławskiego. Ze względu na ich dużą ilość, zamieszczać je będziemy cyklicznie.

Głupota

Nie żałuję Ci tych włosów
Bo niczym mi one nie zawiniły
Nie oskarżę Twoich ust
Bo nie to mnie przeraża
Nie zamknę Cię w pustym pokoju i nie wyrzucę klucza
Bo lubię mieć Cię na horyzoncie
I czasem przybliżać, lecz nie za bardzo
Bo te brwi mają jakąś moc, tak samo
Jak ta szyja i główka na niej
Jak dłoni i palców gra delikatna w powietrzu
Jak kanon posągu dawnego
Jak filary nogi
Nie zrobiłbym niczego, wiesz
Mówiąc: tak ma być! Niech wie!
Ale co wyszło, to wyszło
Choć inaczej miało wyjść
Uznaję swoje błędy
Ale mogłaś mniej ściągać te brwi
Nie chłodzić tak wzroku przede mną
Byłbym bardzo wdzięczny
I nie byłoby dziś kolca
A tak sama go wsadziłaś
I posypałaś słodycz goryczą
I sam wydałem też wyroki
Dwa – pierwszy bezwiednie
Bo tak dobrze nie prorokuje
Drugi ze smutku
O odgonieniu dłonią i tym zimnym wzroku
A tak stoję w tym garniturze
Pogiętym przed tobą
Bo ja lubię go wkładać
Ale Tobie zachciało się nie lubić takich
Skąd mogłem przypuszczać, że gromy polecą?

Globalny bezsens

Globalny bezsens mnie ogarnia
już nie wiem co mieć a czym być
bo w tym bezsensie”być” i “mieć”
Kolidują ze sobą…

Już nie ma wyższej wrażliwości
doraźność ją zastąpiła
nie ma uczuciowości
nad tą w każdym zamknietą
dla siebie, bo dla innych już jej nie ma…

Nie ma już takich, którzy głównie
dla innych się starają
Nie ma już bezinteresowności
coś-za-coś egzystuje w naszych stosunkach
Przyjaźń zamiera, sucha kalkulacja i kokieteryjność rządzą….

Niech powrócą odważni
Niech obudzi się w was prawdziwe “Ja”
Bądźcie jak ci dawniejsi bohaterowie
Choć i oni bali się ramionami swymi
podtrzymywać ład, ale za to są nieśmiertelni
Wykorzeńcię pychę i materializm z serc
Darmo dawajcie, za co płacić nie musieliście

Niech zniknie globalny bezsens
zwierzęcość codziennej rywalizacji
tylko własnego “Ja” pożytek
Bo daleko nie zajdziemy
Ziemia nie ruszy się dalej z posad
i tu ją zastanie bliski koniec…

Published in: on Maj 3, 2011 at 18:20  Dodaj komentarz  

Wiersze

Kurier Sclaviński zdecydował się opublikować znane wiersze JKM Emila I Potockiego. Są to Arriba Sclavinia! i Eviva l’arte!

 

Arriba Sclavinia!

Pod Błękitno-Białym Sztandarem
Maszerujemy z twarzą ku Słońcu
Z jednym jeno w sercu rozkazem
Arriba Sclavinia!

Na piersi Jednorożca chwała
Broń gotowa na ramieniu
W sercu niezłomna wiara
Arriba Sclavinia!

Naprzód Królewskie szwadrony
Naprzód, ku zwycięstwu!
Dzień nowy nad Sclavinią!
Dzień wielki, sił niezłomny!
Arriba Sclavinia!

Sclavinia Zjednoczona!
Sclavinia Wielka!
Sclavinia Wolna!

Naprzód Sclavinio!

 

Eviva l’arte!

Zblakły Krakowa bruki
Zniknęły lwowskie kawiarnie
Końca dobiegły pruskie rugi.
Gdzieś w głębokiej szafie
Stary wiersz blaknie
evviva l’arte!

Sława funta dziś niewarta
W kultury wielkiej mogile
Gdzie cyganerii czas i walca?
Odeszły w chwale kultury Termopile
evviva l’arte!

Lecz nowe pokolenie powstaje
Co ruszy posady Ziemi
Artystów czas nastaje
evviva l’arte!

Published in: on Kwiecień 4, 2011 at 20:40  Dodaj komentarz  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.