Zamieszczamy najnowszą sztukę Pana Paula Pierre’a Badoins. Opowiada ona historię pewnego, podmiejskiego sądu i procesu jaki się w nim toczy.
Jeden z podmiejskich urzędów.W sali jako sędzia siedzi Marcel Hans,wokół niego przysięgli,oskarżony oraz prokurator.
Marcel (wstaje):
“Witam wszystkich tutaj zgromadzonych
By ocenić dziś ten czyn szalony
Którego dopuścił się ten oto człowiek
Oby sen nigdy nie zmrużył mu powiek!”
Przysięgli (jako chór):
“Cóż ten człowiek uczynił takiego?
Że sędzia aż tak mu życzy złego
Jakież to przestępstwo,jakiej jest ono wagi?
Sędzia na pewno nie popuści mu tej zniewagi!”
Prokurator:
“Drodzy szlachetni tutaj zgromadzeni
Siedzimy dziś w tej sali sieni
By sądzić oto tego podłego człowieka
Który tylko siedzi,który tylko czeka
By zrobić coś złego i niegodziwego
By zranić najchętniej człowieka drugiego!”
Marcel:
“Czy przyznajesz się człowieku niegodziwy
Że ten osąd prokuratora,jest szczery prawdziwy
Czy płonną myślą,swoją oczywiście
Żyjesz niewinnością i sumieniem czystym?”
Oskarżony (wstaje):
“Jam panie niewinny,ja tylko rolnik
Niepodległy,w osądach i w swej pracy wolny
Bom ja niższego stanu,to mnie oskarżyli
I do więzienia,szybko wnet wsadzili
A moja żona,dziatki,chcę już iść do domu
Po tym incydencie nie wierzę już władzy,nikomu!”
Marcel:
“On myśli,że jest niewinny cny prokuratorze
Że na niego wina,w ogóle nie gorze
Wyjaśnij my proszę,o co jest oskarżony
By jego duch niewinności,był wnet ugładzony”
Prokurator:
“Oskarżony żeś,jest o profanację godła narodowego
Żeś powinien wnet trafić,do lochu ciemnego
Oby Bóg ci dał w niebie ukojenie
Bo po wyroku,na ziemi zobaczysz tylko cienie..”
Marcel:
“Dajcie mi tu świadka,szybko,wnet,żwawo
Nie po to wiele lat studiowałem prawo
By na chłopa,czasu tracić tyle
Zamiast w domu z rodziną,przyjemne spędzić chwile..”
Wchodzi Świadek:
Marcel:
“Tyś ponoć wyznał,żeś ty wiele widział
Powiedz mi jakiej prawdy,w naszych słowach wydział
Czy on winny czy nie,powiedz prawdę tutaj
Bo karę otrzymasz,w madejowych butach”
Świadek:
“To nie on sprofanował chorągiew
On jest zbyt poczciwy
Że widać go tu miłego
Obraz jest prawdziwy
Nie on nie on flagę sprofanował
To inny urzędnik,nią po pijaku wichrował
Myślę iż to jest dowód niewinności
I człowiek wróci do domu w całości.”
Świadek wychodzi
Marcel:
“Rolniku masz rację,mój błąd opatrzony
Moją mocą prawa,żeś uniewinniony
Idź do domu z dziatkami zjeść pieczoną świnię
A ja wrócę do domu,delektując się winem.”
Oskarżony:
“Dziękuję ci sędzio,nie świnia,lepszy chińczyk
Bo ja zwykły,prosty,wiejski żem Sclavińczyk”
Marcel (zdenerwowany):
“Tyś jest Sclavińczyk,ze zwyczajnej kiepy?
Jak ja dotychczas mogłem być tak ślepy
Do lochu z nim,niechaj posmakuje bata
A ja poślę szybko po dobrego kata!”
Dwaj strażnicy zabierają oskarżonego,wchodzi Paul
“I taki to morał,ten dziwnej historii
O Marcelu,Sclavińczyku i tej dziwnej glorii
Która dumą napawa Oskarżonego
Że mógł zmylić Marcela – sędziego głupiego
Bo jeśli Sędzia to burak i bufon nadęty
Nie przemówią do niego żadne argumenty..”
KONIEC